Ekologia, Kuchnia, Zdrowie,

Wegetarianizm – wady i zalety.

warzywa- wegetarianizm

„Wegetarianizm? To nie dla mnie, ja lubię dobrze zjeść” – znasz to zdanie? Ja słyszę je bardzo często. Każdy człowiek lubi dobrze zjeść – ja też! Ale co to właściwie znaczy „dobrze”? Zdrowo? Dużo? Tłusto? Współcześnie zapomnieliśmy chyba, że jemy, żeby żyć, a nie żyjemy, żeby jeść. Jeśli masz wątpliwości, czy dieta roślinna zaspokoi Twój głód i wszelkie potrzebne składniki mineralne, czytaj dalej, a wszystkiego się dowiesz 🙂

Od kilku lat unikam mięsa, nie kupuję też mleka, jajek i innych produktów zwierzęcych. Dlaczego to robię? Ponieważ dbam o siebie, swoich bliskich, którym gotuję i naszą Planetę. Pamiętam, że moje początki związane z przejściem na wegetarianizm były trudne. Myślę, że przed tak poważną zmianą nawyków żywieniowych, trzeba najpierw w 100% znać swoje motywacje i cele. Dlatego piszę ten artykuł i mam nadzieję, że uświadomi Cię lub ugruntuje Twoją wiedzę na temat zalet i wad diety roślinnej.

Dieta wegetariańska i wegańska przechodzą swój bujny rozkwit. W przeciągu ostatnich kilku lat w naszym kraju zrobiło się o nich bardzo głośno. Coraz więcej osób przechodzi na zieloną stronę mocy. Dla wielu osób wegetarianizm to nie tylko specyficzne przyrządzanie posiłków. To cała filozofia i sposób życia. Na czym w takim razie polega i jakie płyną korzyści z życia w duchu wegetarianizmu lub weganizmu?

Żyjemy w dobie chaosu informacyjnego, więc ciężko jednoznacznie stwierdzić, które dane są wiarygodne. Dlatego moim zdaniem najlepiej jest opierać swoją wiedzę na badaniach oraz potwierdzonych świadectwach ludzi. W dzisiejszym wpisie postaram się rzetelnie przedstawić wady i zalety diety wegetariańskiej.

Mięso w historii

Od zarania dziejów święto znaczy mięso a mięso znaczy święto. Wyobraź sobie radość prymitywnych jeszcze neandertalczyków, którym udało się upolować dużą zwierzynę. Cała wioska na pewno zapamiętywała ten dzień na długo. Mogli cieszyć się pełnymi brzuchami dłużej niż po dotychczasowych marnych porcjach zebranych jagód, korzonków i zieleniny. Idąc z nurtem czasu – takie samo szczęście gościło przy stole chłopów sto lat temu podczas świniobicia. Ale ale! Oczywiście ubój nie odbywał się w zwykły dzień. Bardzo często był to czas przedświąteczny. Bo tradycja stara jak świat mówi, że na święta trzeba się najeść. W Polskiej tradycji oczywiście było tak samo, dobrobyt na świątecznym stole miał zwiastować pomyślny rok dla gospodarstwa. Zabobonni chłopi jedli więc, aż im się uszy trzęsły.

Jednak nie ukrywajmy faktu, że na przestrzeni ostatnich kilku dziesięcioleci, popyt na mięso wzrósł. Powiedziałabym nawet, że wzrastał i rośnie nadal. Żyjemy w czasie oszalałego konsumpcjonizmu. Jeśli właśnie w tym momencie najdzie Cię niewymowna ochota na szaszłyki wołowe z boczkiem, nie będziesz miała większego problemu z kupieniem tej bomby tłuszczowej w którymś ze sklepów w centrum miasta.

Ale czy tędy droga? Nie będę się spierać, czy człowiek od zawsze był roślinożerny, czy też jest urodzonym drapieżnikiem. Ale w kwestii przejścia na wegetarianizm chętnie wejdę w dyskusję. Uważam, że każda dziedzina naszego życia ewoluuje. Ogień otworzył nam drogę do przyrządzania posiłków. Postękiwania i inne dźwięki zamieniły się z czasem w mowę – najważniejsze narzędzie w komunikacji. Higiena osobista pozwoliła wyrwać się ze szponów przedwczesnej śmierci. Zapewne, kiedy owe „przebojowe” odkrycia ludzkości dopiero raczkowały, było wśród ówczesnej społeczności sporo przeciwników takich herezji. Tak przecież jest przy okazji każdej rewolucji, przemysłowej czy cyfrowej, zawsze tak samo. Lęk ludzi wobec nieznanego i niesprawdzonego jest w nas głęboko zakorzeniony. Dlaczego nie mogłoby być rewolucji jedzeniowej? I to kolejnej! Bo przecież nasza historia jest wysłana zmianami żywieniowymi. Teraz chętnie dodajemy do naszych dań ziemniaki, marchewkę czy kukurydzę, ale przecież kiedyś prości ludzie kręcili nieufnie nosami na takie „dziwne mody”.

Kiedyś jednak lęk przed nieznanym był bardziej uzasadniony. Nie było możliwości zbadania mikroskładników w naszym pożywieniu. Ludzie byli bardzo przyzwyczajeni do tradycji i niechętnie sięgali po nowe produkty. Owszem byli „szaleni naukowcy” ze swoimi nowatorskimi teoriami. Jednym z nim był Sylwester Graham (tak, ten od którego nazwiska mamy mąkę graham). Krzewił on wegetarianizm w XIX wieku. Jak łatwo się domyśleć był wytykany przez społeczeństwo palcami. Wierzcie lub nie, ale pan Graham nie miał ani Facebook’a ani Youtube’a, więc ciężko było mu rozpromować tę ideę na świecie 🙂

Nie rozumiem jednak człowieka współczesnego. Przecież teraz mamy łatwy dostęp do rzetelnej, potwierdzonej wiedzy. Ale spróbuj podać przeciętnemu Kowalskiemu na talerzu setki badań przemawiających za prozdrowotnymi zaletami diety bezmięsnej. On uzna to za stek bzdur. I poprosi o schabowego. Przynajmniej mam czyste sumienie, zrobiłam co mogłam, żeby uświadomić każdego, kto tutaj trafił. Bez względu, czy jesz mięso czy nie, przeczytaj artykuł do końca 🙂

Wegetarianizm

Zacznę od zupełnej podstawy, ale jest to istotne do zrozumienia moich skrótów myślowych w dalszej części wpisu. Wegetarianizm ma wiele odmian, jedną z nich jest weganizm. Dlatego, jeśli zobaczysz słowo „wegetarianizm”, będzie to dotyczyło wszystkich jego odmian (no może za wyjątkiem skrajnych gałęzi, jak np. witarianizm, które nie mają tak pozytywnego wpływu na zdrowie), w tym weganizmu. Mam nadzieję, że nie pogmatwałam Ci w głowie 🙂

Od razu powiem, że nie zgadzam się z poglądem, jakoby moja osobista rezygnacja z jedzenia mięsa przyczyniła się bezpośrednio do ograniczenia ilości hodowlanych zwierząt. Natomiast wierzę głęboko, że dając dobry przykład, mogę przekonać więcej osób do zmiany nawyków żywieniowych. Nie jestem sama, bo w samej tylko Polsce jest ponad milion roślinożerców. Liczba ta stale rośnie 🙂

Nikogo do niczego nie zmuszam ani nie namawiam. Pokazuję jedynie alternatywę i uświadamiam fakty związane z jedzeniem i produkcją mięsa. Jeśli każdy mieszkaniec krajów rozwiniętych ograniczy spożycie mięsa chociaż o połowę, to hodowcy zwierząt, masarnie i sklepy na pewno zmienią swoją politykę.

Fleksitarianizm co to za dziwna rzecz?

Chciałabym zacząć od zaznaczenia najważniejszej rzeczy. Na pewno natknęłaś się w sieci na rygorystyczne zasady diety wegańskiej i niemniej trudne do utrzymania zalecenia dla wegetarian. Jak to bez mięsa? I ryb też nie? Nawet małe jajko nie wchodzi w grę? Z tym mlekiem to już przegięcie! Chciałabym zaznaczyć w imieniu moim (i wszystkich roślinożerców, jakich znam), ze absolutnie nie chodzi o to, żebyś została wege od jutra.

Pomocny jest tutaj termin fleksitarianin. Już tłumaczę 🙂 Oznacza to osobę, której dieta w największym stopniu oparta jest na warzywach i owocach. Jednocześnie nie wyklucza to jedzenia produktów zwierzęcych od czasu do czasu. Taki weganizm na pół gwizdka na pewno jest przyjemniejszy w obyciu. A przecież za każdą dobrą zmianę nawyków żywieniowych należą Ci się wielkie brawa.

Sama identyfikuje się jako fleksitarianka 😉 Unikam mięsa i produktów odzwierzęcych. Ale kiedy np. jestem na obiadku u babci to zjem rosół albo sernik. Babcia robi dla nas specjalny sos bez mięsa, ale odmawianie zjedzenia serniczka to grzech ciężki. W podróży też często trudno jest się powstrzymać od zjedzenia chociażby loda na patyku albo jakiegoś ciacha. Musiałam naginać swoje zasady żywieniowe podczas mojej podróży po Azji, bo tam często cieżko wytłumaczyć lokalsom, jakiego jedzenia oczekuję.

Oczywiście, można sobie tego wszystkiego odmówić i być w 100% weganinem, ale jesteśmy ludźmi i jeśli chcesz zostać roślinożercą, nie musisz rezygnować ze wszystkiego na raz. Szczerze mówiąc, to nawet takie radykalne, nagłe zmienienie diety może mieć negatywny wpływ na twoje zdrowie.

Jeśli jesteś wege, ale zdarzy Ci się zjeść coś na bazie produktu zwierzęcego to nie koniec świata! Ostatnio w domu zrobiłam sobie wegańskie naleśniki, a rodzina miała swoje „jajeczno-mleczne”. Ja swoje zjadłam, ale te zwykłe zostały. No i teraz stoję przed wyborem: zjeść czy wyrzucić? ZJEŚĆ! ZAWSZE ZJEŚĆ! Nawet będąc weganinem nie masz przywilejów do marnowania jedzenia. To ogromna strata dla środowiska, ekonomii i naszego przyszłego życia na ziemi.

Z resztą, o tych konsekwencjach przeczytasz za chwilę. Ale zaczniemy od najważniejszego (przynajmniej dla mnie) punktu.

ZDROWIE

  • Niebieskie strefy

Przewrotnie wcale nie zacznę od najnowszych badań, ale od tradycji i historii. Na świecie istnieje 5 tzw. „niebieskich stref”, czyli miejsc w których ludzie najczęściej dożywają 100 lat (a nawet więcej!) w dobrym zdrowiu i znakomitej kondycji psychicznej. Te miejsca, pomimo wielkich odległości łączy styl życia i przede wszystkim żywienia mieszkańców. Tradycyjna dieta w tych rejonach oparta jest w większości na warzywach i owocach, obfituje też w zdrowe tłuszcze. Mięso, jeśli już jest spożywane to są to głównie ryby i drób. Ważne jest to, że porcje mięsa są bardzo niewielkie. Oprócz diety, długowieczni mieszkańcy niebieskich stref stawiają na prostotę życia i spokój ducha, ale to wpis o diecie, więc pominę ten wątek.

5 niebieskich stref
1. Okinawa (Japonia)
2. Sardynia (Włochy)
3. Ikaria (Grecja)
4. Nicoya (Kostaryka)
5. Loma Linda (USA)

Ten przykład pokazuje, że społeczeństwa, które przestrzegają tych prostych zasad żywieniowych, dzięki temu mogą pochwalić się dobrym zdrowiem i długim życiem.

 

  • Najzdrowsze diety

Co roku na platformie U.S. News & World Report publikowany jest ranking diet stworzony przez ekspertów w dziedzinie dietetyki i żywienia. W tym roku przeanalizowali 40 różnych diet pod kątem ich wpływu na nasze zdrowie. No i co się okazuje? Na podium znajduje się dieta śródziemnomorska (czyli ta stosowana w dwóch niebieskich strefach), DASH (czyli dieta również oparta na warzywach i owocach z niewielkim spożyciem tłuszczy zwierzęcych) i na trzecim miejscu dieta fleksitariańska (patrz punkt wyżej). Czy ja to w ogóle muszę komentować? Sama widzisz, że wegetarianizm to nie dzikie fanaberie, ale fakt potwierdzony badaniami naukowymi.

Dla porównania ostatnie miejsce w rankingu zajmuje dieta dr Dukana. Bardzo sławna jakieś 10 lat temu. Doktor zalecał, aby zupełnie ograniczyć węglowodany w diecie. Polecał, aby posiłki opierały się w głównej mierze na białku. No i tak jego dieta zyskiwała sobie nowych zwolenników na całym świecie. Ludzie byli zachwyceni, bo chudli w szybkim tempie bez efektów jojo.

Jednym z „ofiar” tej diety jest mój tata. Przez długi czas był zadowolony, ale po kilku latach efekty wyniszczenia organizmu dały o sobie znać. Miał ogromne problemy ze zdrowiem. Wynika to z tego, że potrzebna nam do funkcjonowania glukoza (występuje głównie w węglowodanach), nie była dostarczana w odpowiedniej ilości. Organizm wtedy zaczyna przetwarzać białko na glukozę, ale jest to ogromne obciążenie dla organizmu. Dodatkowo produkty tej przemiany podwyższają ryzyko zachorowania na raka. Jeśli takie gadanie was nie przekonuje do rezygnacji z bazowania w swojej diecie na produktach białkowych dodam, że doktor Dukan został dożywotnio pozbawiony licencji na wykonywanie zawodu. To chyba pokazuje, jak toksyczne były jego zalecenia.

Jak widzicie diety bazujące na warzywach są najbardziej korzystne dla naszego zdrowia. I to nie tylko moje zdanie 🙂

 

  • Detoks

Kolejnymi dowodami na dobroczynny wpływ diety warzywnej na nasze zdrowie są wszędobylskie ostatnio detoksy oczyszczające. Głośno zrobiło się ostatnio o diecie dr Dąbrowskiej, poście św. Daniela, detoksie alkalicznym czy jaglanym itp. Wszystkie te metody mają na celu wyeliminowanie mięsa, cukrów i produktów odzwierzęcych, żeby oczyścić i odciążyć organizm.

Mięso i białko zwierzęce to pokarm, który jest ciężkostrawny. Dieta warzywna uboga w tłuszcze jest lekkostrawna i sprzyja regeneracji naszego organizmu np. po zimie. Ale nie tylko w tym okresie. Takie pożywienie dostarcza nam wszelkich witamin i składników, niezbędnych do funkcjonowania procesów życiowych w naszym ciele.

Jeśli jeszcze nie próbowałaś oczyszczającego detoksu polecam przetestować 🙂 Oczywiście zawsze z rozwagą i ewentualną konsultacją z lekarzem.

 

  • Potencjał przeciwnowotworowy

Chyba nie trzeba nikomu mówić tego, że w ostatnich latach rak zbiera okrótne żniwa. Choroba ta jest najbardziej śmiercionośna spośród wszystkich chorób cywilizacyjnych XXI wieku. Równie złą sławą „cieszą się” cukrzyca typu 2, nadciśnienie czy inne choroby układu krwionośnego. Czy jest jakaś wspólna geneza tych schorzeń? Tak! Ogromny wpływ na rozwój tych chorób ma rodzaj przyjmowanego pożywienia.

Wysokie ryzyko zachorowania na nowotwory wykazano u osób spożywających czerwone mięso. Pierwszym dobrym krokiem do zdrowej diety jest zrezygnowanie z wieprzowiny i wołowiny. Spożywanie chudego mięsa czy ryb nie powoduje już takiego zagrożenia wystąpienia poważnych chorób. Ale! Jak powszechnie wiadomo, wszelkiego rodzaju mięso dostępne w sklepach pochodzi z gigantycznych hodowli. Aby zwierzęta szybciej rosły i były odporne na choroby, są faszerowane antybiotykami, które my przyjmujemy wraz z ich mięsem na talerzu. Oprócz tego warunki do przechowywania mięsa nie zawsze są przestrzegane, co powoduje zakażenie różnymi wirusami i bakteriami. Niezbyt to apetyczne. A zdrowe to już na pewno nie.

Badania dowiodły że warzywa posiadają wysoki tzw. potencjał prewencyjny przeciwko chorobom cywilizacyjnym. Lekarze zachęcają, by jeść duże ilości warzyw, bo zawierają wiele składników, które blokują rozwój raka. Oczywiście każde warzywa trzeba kupować u zaufanego źródła albo hodować we własnym ogrodzie warzywnym. Pestycydy stosowane na wielkich polach obsługiwanych przez rolnictwo przemysłowe, też mogą być bardzo niebezpieczne dla Twojego zdrowia. Według Raportu Światowej Fundacji Badań nad Rakiem dieta wegetariańska zmniejsza ryzyko wystąpienia nowotworu o 10-12%. Kolejna garść statystyk: stosowanie niskotłuszczowej diety wegańskiej powoduje cofnięcie się zmian miażdżycowych.

Nie chcę Cię zanudzać tymi naukowymi odnośnikami. Jeśli jesteś bardzo zainteresowana statystykami i wynikami badań, zajrzyj do bibliografii na dole wpisu. Tam zamieściłam wszystkie prace naukowe z których korzystałam.

 

  • Optymalizacja wagi

Zaletą diety opartej o warzywa z ograniczeniem tłuszczu jest łatwe utrzymywanie optymalnej wagi. Oprócz upragnionej, szczupłej sylwetki możemy sobie również zapewnić zdrowie na długie lata.

Jestem ogromnym łakomczuchem. Lubię gotować i jeść. Wegetarianizm to dla mnie świetne rozwiązanie – nie muszę martwić się o moją wagę. To ogromny plus diety roślinnej. Warzywa nie są zbyt kaloryczne, więc śmiało możesz je jeść w dużych ilościach (oczywiście wszystko z umiarem). Trochę gorzej z owocami, bo w nich jest dużo cukrów, dlatego ogranicz ich spożycie do 1-2 porcji dziennie.

Zapomnij o nieprawdopodobnych „dietach cud”, które masz zacząć na 2 miesiące przed sezonem na bikini. Oj nie! Wegetarianizm to styl życia a nie krótkotrwała dieta. Jeśli jeszcze nie prbowałaś diety warzywnej a masz problemy z utrzymaniem optymalnej wagi – to może być rozwiązane.

Jak widać dieta wegetariańska ma dużo zalet. A czy są jakieś minusy?

  • Minusy

Jak ostatnio usłyszałam na wykładzie prowadzonym przez dietetyka: „dobrze zrównoważona dieta wegetariańska jest odpowiednia dla wszystkich. Włączając w to kobiety w okresie ciąży, laktacji, osoby starsze i małe dzieci”. Wyjątki stanowią zaawansowane stadium nowotworu i różne zawiłe alergie. Zawsze przed przystąpieniem do zmiany nawyków żywieniowych należy to skonsultować z lekarzem.

Nagadałam się o tym jakie to mięso złe, fuj i niezdrowe, ale nie zmienia to faktu, że ma garść substancji, które bardzo ciężko pozyskać z roślinnych zamienników lub nawet jest to niemożliwe. Dlatego wadą tej diety jest potrzeba suplementacji.

Wbrew powszechnym opiniom, na diecie roślinnej możemy dostarczyć sobie odpowiednią ilości białka. Na świecie istnieje spora grupa sportowców-roślinożerców, którzy dostarczają sobie potrzebne do budowy mięśni białko, wyłącznie z roślin. Nawet jeśli intensywnie ćwiczysz, nie musisz zjadać kurczaka i pakować w siebie odżywek białkowych.

Natomiast będąc wegetarianinem nie dasz rady pozyskać odpowiedniej ilości witaminy B12 – należy przyjmować jej suplement. Jest on dostępny, chociaż trzeba też zwracać uwagę na stężenie opisane na opakowaniu.

Składnikami, których możesz mieć zbyt mało będąc na diecie wegetariańskiej jest tłuszcz DHA, żelazo, cynk i wapń. Wystarczy jednak, że zadbasz o dostarczanie tych elementów w jedzeniu i wszystko powinno być cacy.

Kilka razy natknęłam się w sieci na informacje o ludziach, dla których wegetarianizm okazał się być złym wyborem. Pamiętaj, że każdy organizm jest inny i nigdy nie masz w 100% pewności, że dana rzecz Ci nie zaszkodzi. W internecie krąży filmik dziewczyny, która opowiada o swoich złych doświadczeniach z weganizmem. Pokazuje zdjęcia okropnego stanu cery, mówi o stanach depresyjnych i wielu innych rzeczach. Jak się okazuje pod koniec filmiku, jej dieta opierała się w całości na surowych warzywach i owocach. A taki styl odżywiania na dłuższą metę może powodować różne powikłania zdrowotne. Niech to będzie ostrzeżenie – możesz sobie poważnie zaszkodzić układając swoją dietę nie znając się na tym.

Pamiętaj o regularnych badaniach krwi, które wykryją wszelkie niedobory witaminowe w Twoim organizmie. Bez wzgledu na to czy jesz mięso czy nie. Czy czujesz się znakomicie czy nie, badaj się. Dla dobra Ciebie i Twoich bliskich 🙂

ŚRODOWISKO

  • Zużycie wody

Wydaje mi się, że ten temat jest omijany szerokim łukiem. Musimy sobie uświadomić, że produkcja każdej rzeczy wymaga zużycia jakiejś ilości wody. Tego nie da się uniknąć. Można jedynie wybrać te produkty, które potrzebują jej najmniej. Dla porównania wytworzenie 1 kg pszenicy to „koszt” około 1000 litrów wody, a 1 kg wołowiny to już około 4300 litrów.

Przecież każde zwierzę musi coś jeść i pić. Więc, dajmy na to ten kilogram warzyw czy zbóż (który mógłby zaspokoić głód kilkuosobowej rodziny w ciągu jednego dnia), jest paszą dla zwierząt. A taka powiedzmy krowa ma dużo większe zapotrzebowanie na kalorie niż człowiek. Zwierze musi zjeść około 50 kg paszy dziennie. To wszystko przekłada się na tak dużą ilość wody potrzebną do produkcji wołowiny.

Po wykonaniu kilku obliczeń można dojść do wniosku, że jeśli przez 5 lat zjesz na obiad 200g „kotleta” z seitana (to białko z pszenicy, pomijam alergików) zamiast 150 g steku wołowego potencjalnie zaoszczędzisz ponad 750 tysięcy litrów wody. Sama nie wierzyłam w te liczby, sprawdzałam to kilka razy. Ale takie są fakty. Niektóre warzywa potrzebują jeszcze mniej wody niż pszenica, więc używając ich w swoim jadłospisie oszczędzasz jeszcze więcej tej życiodajnej cieczy.

Woda to nasz najcenniejszy skarb. Zasoby tej zdatnej do picia ciągle się kurczą. Pamiętaj, że liczba ludności na świecie rośnie. Jeśli będziemy wykorzystywać wodę do produkcji mięsa w takich ilościach jak obecnie, pewnie niedługo jej zabraknie. Wegetarianizm pomaga w zmniejszeniu zużycia wody, dlatego jeśli jesteś eko entuzjastą, przeżuć się na warzywa.

  • Zajmowane grunty

Jak czytam niektóre statystyki włos mi się jeży na karku. Nie chcę Cię nastraszyć, albo może chcę tylko troszkę 🙂 ale uwierz mi, robię to w dobrej wierze. Po prostu chcę uświadomić ten problem jak największej ilości ludzi.

Nie tylko zasoby wody są ograniczone, to samo tyczy się samej ziemi, ilości gruntów, które możemy zagospodarować. Obecnie ⅓ powierzchni lądów jest przeznaczona dla zwierząt hodowlanych. Ja wiem, że hodowcy stają na głowie, żeby upchnąć zwierzęta na jak najmniejszej powierzchni, ale to i tak ogromny obszar! Co gorsza to nie wszystko, bo przecież oprócz samej hodowli potrzebne jest też miejsce, gdzie można sadzić pokarm dla tych zwierząt. Wyobraź sobie, że 33% gruntów ornych na świecie zajmują uprawy roślin przeznaczonych na paszę. Przecież to czyste szaleństwo!

Muszę też nadmienić przy okazji, że większość pożywienia dla zwierząt hodowlanych to najtańsze w produkcji rośliny. Jako przykład podam kukurydzę. Uprawa tej przeznaczonej na pasze koło ekologicznej nawet nie stała. Kukurydza ta nie musi mieć smaku, musi mieć za to walory energetyczne i szybko rosnąć. Twojej wyobraźni zostawiam domysły, jak to wygląda w praktyce.

  • Gazy cieplarniane

Przy okazji tematu gruntów powiem też o problemie, jakim jest wycinka lasów pod uprawę roślin na paszę dla zwierząt. Oczywiście pod uprawę zwykłych roślin też ciągle wycina się lasy, ale przestrzeń dla warzyw jest używana bezpośrednio do zbierania plonów, co zmniejsza ilość eksploatowanych terenów. Z powodu wycinek połaci drzew, Ziemia traci swoje naturalne płuca. Utrata lasów wiąże się z brakiem możliwości przetwarzania CO2 w tlen, co przyczynia się do rosnącej ilości gazów cieplarnianych.

Problematyczne w tej kwestii są też kupy 🙂 Jeśli wierzyć szacunkom, to zwierzęta hodowlane produkują ich około 40 ton na sekundę! To dosłownie kupa problemów. Samo ich wytwarzanie wyzwala metan, ale kłopotem jest też utylizacja. Jak na pewno wiesz odchody mogą posłużyć jako nawóz, ale ich nieodpowiednie składowanie i zbyt duża ilość prowadzą do zanieczyszczenia gleby, powietrza i wody.

W wielu miejscach w Polsce (i nie tylko) władze samorządowe wprowadzają ekologiczne rozwiązania dla miast. Filtry na kominy fabryczne, elektryczne autobusy czy dofinansowania do zmiany piecyków. Jednak najprostsze i najmniej kosztowne rozwiązanie problemu degradacji środowiska to zawartość naszych talerzy. Wybierając warzywa zamiast mięsa pomagasz ograniczyć nasz śled węglowy i zmniejszyć zły wpływ jaki mamy na własne środowisko.

cielak- wegetarianizm

ETYKA

Pisząc to wszystko zastanawiam się kto pracuje w zakładach hodowli i uboju zwierząt. Trzeba być mocno znieczulonym, żeby nie widzieć tych wszystkich problemów. A jednak są ludzie, którzy godzą się patrzeć na warunki w jakich są przetrzymywane zwierzęta. Pracownicy wykonują takie prace jak ucinanie pisklakom dziobów (na żywca), kastrowanie świń (na żywca) czy samo zabijanie nawet kilku tysięcy zwierząt dziennie. Ehh.. Ciężko mi to w jakikolwiek sposób skomentować.

„Człowiek zabija zwierzęta na jedzenie od zarania dziejów!” powie Ci ciotka, która wywraca oczami na słowo wegetarianizm. Owszem zgadza się, ale czy wtedy ludzie zamykali te zwierzęta w klatkach o wymiarach minimalnie większych od nich samych? Czy upychali tysiące kurczaków w jednym miejscu uniemożliwiając im nawet podejście do wodopoju? Czy wsadzali bestialsko do ślepych kontenerów i wysyłali na rzeź bez wody i jedzenia? Nie!

Kiedyś polowaliśmy na zwierzęta, szanse na przeżycie obu stron były wyrównane. Później udomowiliśmy je. Ale ludzi było stać na kupno żywego inwentarza wyłącznie na swoje potrzeby. W obecnych czasach zwierzęta są właściwie produkowane. Co nas odróżnia od zwierząt? Wiele osób odpowie inteligencja, ale czy to jest jej przejaw? Przecież to jakaś makabra.

Nie będę już więcej pisać w tym dziale, bo coś czuję, że za bardzo popłynę z tematem. W każdym razie wniosek jest jeden: hodowle zwierząt są okrutne. Bez względu na to, czy te stworzenia mają „świetne” warunki, reklamowane przez pracowników. Są trzymane w zamknięciu całe ich krótkie życie, bez szans na uruchomienie naturalnych, zdrowych odruchów i zachowań. I mam nadzieję, że nie muszę mówić, że nie istnieje humanitarne zabijanie!

Porady na początek
*Wprowadzaj sobie po kolei: wege posiłek; wege dzień; wege weekend.
*Spróbuj z prostymi przepisami, są ich setki w internecie.
*Poszukaj knajpy wegetariańskiej i wybierz się tam na obiad.
*Zacznij czytać i dowiadywać się więcej o wpływie „zwykłej” diety na środowisko i Twoje zdrowie.

WNIOSKI

Globalizacja trochę nam namieszała w życiu i głowach. Nasza świadomość tego, co mamy na talerzu zmniejszyła się drastycznie na przestrzeni ostatnich 100 lat. Zauważ, że nawet nazwy takie jak wieprzowina czy drób mają na celu oddzielenie soczystego steku na Twoim talerzu, od faktu, że jest to po prostu kawałek martwej krowy czy kury.

Oczywiście nie chcę Cię obarczyć wyrzutami sumienia przy każdej wizycie w sklepie spożywczym czy obuwniczym. Zależy mi tylko na tym, żeby każdy znał skalę tego problemu.

Mamy możliwość żyć w przełomowych czasach. Pomyśl, ile czasu tygodniowo poświęcasz na uzupełnienie zapasów. Robisz listę zakupów, podjeżdżasz do marketu, zbierasz produkty, stoisz w kolejce i gotowe. Minęło może pół godziny, a zakupy starczą na najbliższe kilka dni. Pomyśl teraz ile czasu twoja babcia poświęcała na stworzenie zapasów i skompletowanie produktów dla rodziny. Dzięki sklepom zaoszczędzamy kilka godzin każdego dnia. Straciliśmy jednak umiar i zdrowy rozsądek.

Kupując mieloną wieprzowinę w plastikowym opakowaniu totalnie nie myślimy, że prawdopodobnie kilka dni temu był to mięsień żywej, chrumkającej świnki. Zwierzęcia, które w strachu zbliżało się do nieuchronnego końca swojego krótkiego życia. Wyobraź sobie strach szarpiący jej przetłuszczonym ciałem, kiedy słyszy krzyki swoich pobratymców w drodze na rzeź. Oczywiście gatunek ludzki jak każdy inny na świecie po prostu korzysta z zasobów naszej Planety. Żeby żyć musimy jeść, a każde pożywienie nawet wegańskie, obarczone jest jakimś kosztem. Wzywam po prostu do większego szacunku dla świata i jego owoców.

Zdaję sobię sprawę, że nie wszyscy czują do zwierząt aż tak dużą empatię, żeby rezygnować z mięsa w swojej diecie. Jednak każdy, każdy człowiek na tej Ziemi kocha swoją rodzinę, przyjaciół czy dzieci. Nie bądźmy egoistami. Każdy Twój posiłek niesie za sobą jakieś konsekwencje dla środowiska. Jeśli zależy Ci na tym, żeby naszą Ziemia, jaką znasz cieszyły się kolejne pokolenia – zacznij od świadomych wyborów jedzeniowych. Już jeden wege dzień w tygodniu to duża zmiana na plus. Ograniczenie spożywania mięsa to pierwszy krok do tego, żeby nasza poczciwa Planeta dożyła sędziwych lat z nami na swoim grzbiecie.

 

Bibliografia

– Marta Zaraska, Mięsoholicy. 2,5 miliona lat mięsożerczej obsesji człowieka
– Natalia Hatalska, Life after food – raport o przyszłości jedzenia
– W.J. Craig, A.R. Mergels, Position of the American Dietetic Association: vegetarian diets
– FAO, The future of food and agriculture – Trends and challenges

06 comments

writer

Nigdzie mi się w życiu nie śpieszy :) Piszę o tym jak udało mi się to osiągnąć i o tym co dla mnie ważne: zdrowie, natura i jedzenie.

6 Comments

Marcel

Przemyślany artykuł. Na początku miesiąca obchodziłam rok odkąd jestem weganką i przyznaję, dr nigdy nie czułam się lepiej! Niebieskie strefy to bardzo fajna książka, polecam każdemu 😊

Odpowiedz

Karola Buszujwkuchni

Ciekawy post! Obecnie można bez problemu zastąpić mięso innymi produktami i być w pełni zdrowia! 🙂

Odpowiedz

Ola

Dzięki za wpis. Właśnie zastanawiałam się jak to jest z niedoborem różnych witamin np B12 będąc wege ciężko je pozyskać. Planuję zmienić trochę swoje nawyki żywieniowe na fleksi 🙂

Odpowiedz

DeVi

Jem więcej warzyw niż mięsa, ale jem i według tego, co napisałaś jestem kimś na wzór fleksitarianka. Raczej nie odmówię od czasu do czasu jakiegoś ciacha albo loda, wafelka, czy innej rzeczy, bo musi być strikte z warzyw. Statystyki mają ogromną siłę, ale to i tak nic nie zmieni jeszcze na dłuuugi czas, dopóki ludzie nie zrozumieją, że nawet 1/3 wyprodukowanego jedzenia nigdy nie zostanie zjedzona.

Odpowiedz

Kinga Kulczycka

Ale… kiedy ja lubię czasem zjeść mięcho 😉
Niemniej po lekturze Twojego długiego, aczkolwiek bardzo merytorycznego artykułu- dało mi to trochę do myślenia. A to już coś… 😉

Odpowiedz

Ania B.

Lubię mięso i chyba nie potrafiłabym usunąć go z codziennej diety. Co nie znaczy, że jem dużo tłustego itd. Wszystko jest dla ludzi i z umiarem 🙂

Odpowiedz